Jeśli poświęcenie aktora miałoby stanowić kryterium oceny spektaklu, „Cafestradę” poznańskiego Teatru Fuzja należałoby zaliczyć do widowiska z górnej półki. Zagrana zimnym i wietrznym wieczorem na Dziedzińcu Różanym CK Zamek przyciągnęła całkiem sporą liczbę publiczności, tłoczącą się wokół prostokątnego pola akcji, wyznaczonego przez kable i reflektory.
„Cafestrada” to arena walk dwóch światów – rządzących i rządzonych, drapieżników i ich ofiar. Wygrywa ten, kto zbierze wokół siebie większą ilość poddanych ze strachu. Ten, kto wytyczy granicę i sprawi, że inni będą wierzyć w jej słuszność i trwałość.
Jedna z pierwszych scen spektaklu ukazuje ustanowienie właśnie takiej granicy, podziału na dobrych i złych, naszych i obcych: „pan i władca”, wywyższony ponad innych, (również dosłownie – za pomocą szczudeł) nakazuje swoim poddanym, przypominającym usłużnych kelnerów w nienagannie jednakowych strojach, (czarne spodnie, czerwone marynarki, białe koszule i rękawiczki) wyznaczyć drogę – jedyną słuszną formę myślenia o przestrzeni, otaczającym nas świecie.
Wokół spektaklu unoszą się mary Orwellowskiego „Roku 1984”, ze wszystkich kątów wyzierają problemy ustrojów politycznych, które zamiast służyć człowiekowi – izolują go i za obietnicę wiecznej szczęśliwości – zniewalają, a w końcu niszczą. Nie zabrakło tu również tematu zdrady i próby naprawy wyrządzonych krzywd. Jeden z bohaterów, niczym syn marnotrawny, powraca do miejsca, które opuścił, a przez to naraził na destrukcyjną siłę „pana i władcy”. Okazuje się jednak, że nie ma do czego (ani kogo) wracać – na pogorzelisku jego dawnego domu pozostała tylko metaforyczna postać... zranionej Opatrzności? Sprawiedliwości? A może wolności, która cierpi za każdym razem, gdy ktoś kreśli kolejne granice, separując człowieka od człowieka?
Szkoda, że „Cafestradzie” zabrakło świeżego, nie utartego i nie przedstawionego wcześniej spojrzenia na kwestie zniewolenia i władzy. Szacunek i podziw należy się jednak aktorom, którzy pomimo niskiej temperatury odważyli się zagrać w strojach raczej letnich. Poza tym – to opowieść bardzo wymowna, choć nie pada w niej ani jedno słowo.
a tu ciekawostka - znalazłam to zdjęcie na stronie internetowej Berkeley College, US. Za małą kawę trzeba tu wydać 1,75 $, nie można płacić kartą, za to mają wifi :)
